Walenie na oślep

Kto szkodzi społeczności LGBT?

Nigdy nie byłem zwolennikiem metod stosowanych przez inicjatywę Stop bzdurom. Swoją niechęć tłumaczyłem sobie w prosty sposób: najwyraźniej jestem za stary, by w pełni zrozumieć i docenić organizowane przez nich akcje. Tak się jednak składa, że kolejne wyskoki tego towarzystwa tylko utwierdzają mnie w przekonaniu, że mamy do czynienia z grupą, która w zasadzie każdym swoim działaniem coraz bardziej szkodzi naszej społeczności. Nie sądziłem, że kiedykolwiek coś takiego napiszę, ale nie mogę dłużej udawać, że nie ma problemu. Problem jest i to coraz poważniejszy.

Nie ukrywam, że lipcowa, głośna akcja z wieszaniem tęczowych flag na niektórych warszawskich pomnikach wzbudziła we mnie mieszane uczucia. Może i na swój sposób było to nawet zabawne, tak jak zabawny wydał mi się premier, który parę dni później w obecności telewizyjnych kamer uroczyście „przepraszał” granitową figurę Jezusa za jej „sprofanowanie”. W moim osobistym przekonaniu sprofanowano raczej tęczową flagę, no ale rozumiem, że dla osób wierzących incydent z powieszeniem tego typu flagi na pomniku przez wejściem do kościoła był skandaliczny. Nie w tym jednak rzecz. Próbowałem dociec, co ta akcja właściwie miała na celu, jaki miała nieść przekaz i w jaki sposób pomóc gejom, lesbijkom i innym mniejszościom seksualnym. Niestety, prawda jest taka, że wybryk ten nie miał żadnego celu, był jedynie pokazem czystej głupoty i jeżeli do czegokolwiek się przyczynił, to tylko do tego, że jeszcze więcej osób zaczęło na naszą społeczność patrzeć krzywym okiem i utożsamiać nas z bezmyślnymi chuliganami.

O czerwcowej akcji inicjatywy Stop bzdurom, polegającej na zaatakowaniu przedstawiciela fundacji Pro-Prawo do życia oraz uszkodzeniu samochodu należącego do tej organizacji, stało się głośno dopiero w sierpniu, gdy policja w żałośnie nieudolny sposób próbowała na polecenie sądu doprowadzić Margot do aresztu. Jak pamiętamy, zakończyło się to zamieszkami na Krakowskim Przedmieściu w Warszawie – zamieszkami, który odbiły się echem daleko poza granicami naszego kraju. Oglądałem potem udostępniony w sieci filmik, na którym Margot i reszta towarzystwa ze Stop bzdurom ostro szarpała się z kierowcą furgonetki – do tego stopnia, że koleś w końcu został przewrócony na chodnik. Po co to w ogóle było? Co to za metody? Kto normalny w taki sposób się zachowuje? Kto bije się publicznie z kierowcą furgonetki tylko dlatego, że na aucie umieszczono obraźliwe dla naszej społeczności hasła? I kto próbuje z tego powodu ten samochód uszkodzić?

Pewnie od razu znajdą się tacy, który zapytają – to mamy siedzieć cicho, potulnie w kącie, gdy inni nas bez przerwy obrażają? Odpowiadam – nie, w żadnym wypadku, nie mamy być cicho. Trzeba reagować, ale nie w ten sposób. Może trzeba było wynająć własną furgonetkę i umieścić na jej swoje napisy, niekoniecznie od razu obraźliwe? Oczywiście byłoby to o wiele większym wyzwaniem i wymagałoby o wiele większego zaangażowania, ale wydźwięk takiego działania mógłby być zupełnie inny. Jedno jest dla mnie pewne: fizyczne atakowanie ludzi i niszczenie samochodów jest nie do zaakceptowania. Bezmyślną agresją niczego nie osiągniemy, tylko się pogrążymy.

I tu dochodzimy do słynnej demonstracji w obronie Margot, tej na Krakowskim Przedmieściu. Prawie bez echa przeszedł komentarz w tej sprawie byłego prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego, zamieszczony przez Wprost. Bez echa, bo – powiedzmy sobie szczerze – komentarz ten nie wpisywał się w ogólny ton relacji prasowych i telewizyjnych z tego wydarzenia.

Źle oceniam te protesty. Radykalizacja jest niedobra i tyle. W moim przekonaniu środowiska LGBT mają święte prawo walczyć o swoje prawa, podmiotowość, tolerowanie i szacunek dla nich. Natomiast niektóre ze środków, które są przez te środowiska podejmowane dają argument, żeby z drugiej strony była taka agresja i nietolerancja, z jaką mamy do czynienia.

Otóż to, każda akcja rodzi reakcję. Akcja agresywna i prostacka zaowocuje równie agresywnymi i prostackimi reakcjami w stosunku do naszej społeczności, to zupełnie oczywiste. Czy tak trudno to zrozumieć?

W przypadku inicjatywy Stop bzdurom problem jest coraz poważniejszy. Towarzystwo to najwyraźniej nie wyciągnęło żadnych wniosków z wydarzeń ostatnich miesięcy – dowodzi tego najnowszy wybryk z niszczeniem elewacji Ministerstwa Edukacji Narodowej. Czerwoną farbą wymalowano na ścianach imiona czworga nastolatków, którzy odebrali sobie życie, bo byli prześladowani za swoją orientację seksualną.

Powiedzmy sobie jedno: nie ma słów, którymi można byłoby wyrazić ogrom tych czterech tragedii. Znakomita większość z nas na własnej skórze odczuła, jak to jest być gnębionym i upokarzanym przez oprawców ze szkoły czy podwórka. Ja też jako dzieciak, doprowadzony prawie do ostateczności, wiele razy myślałem o rozwiązaniu ostatecznym. I nie ulega najmniejszej wątpliwości, że są to dramaty, o których trzeba jak najczęściej przypominać – ale nie w tak prymitywny sposób. Przykład Barta Staszewskiego, który zasłynął swoim happeningiem z tablicą drogową z hasłem Strefa wolna od LGBT, pokazuje, że można w przewrotnym i pomysłowym stylu zwrócić uwagę opinii publicznej na ważne problemy i sprowokować w ten sposób ludzi do dyskusji, do spojrzenia w inny sposób na te czy inne zagadnienia, a z czasem może do zmiany nastawienia do naszej społeczności. Trzeba tylko się postarać, spróbować przekonać drugą stronę do rozmowy, spierać się na argumenty, a nie pięści. Trzeba najpierw pomyśleć, a nie od razu walić na oślep.

Przed przesłuchaniem jednej z aktywistek zamieszanych w incydent z napisami na budynku MEN, inicjatywa Stop bzdurom nawoływała na Facebooku do udziału w demonstracji przed budynkiem prokuratury. „Weźcie flagi, garnki, trąbki i chodźcie! #NieBędzieszSzłaSama”.

Może i tym razem sama szła nie będziesz. Ale jeszcze kilka takich wybryków i wszyscy co rozsądniejsi będą was omijać bardzo szerokim łukiem.

1 raz skomentowano “Walenie na oślep

Dodaj komentarz