Co by tu jeszcze zamknąć

Zaniedbania, chaos, represje, kapitulacja

Od dziś jest zamknięta większość sklepów w galeriach handlowych, a także hotele, kina, teatry, muzea i inne placówki kulturalne. Szeroko otwarte pozostają natomiast wszystkie kościoły – jak powszechnie wiadomo, tam nie można się zarazić koronawirusem. Rząd na oślep wprowadza kolejne obostrzenia i rozpaczliwie próbuje pokazać, że wciąż jeszcze działa, ale jest już za późno. Walkę z pandemią przegraliśmy. Możemy mieć jedynie nadzieję, że jakoś przetrwamy najbliższe pół roku.

Laboratoria badające próbki wymazów pod kątem koronawirusa w zasadzie nie są już w stanie zwiększyć swoich mocy przerobowych – w ciągu doby wykonują obecnie średnio 70 tysięcy testów. Tymczasem dzienna liczba nowych zachorowań w szybkim tempie zbliża się do 30 tysięcy – już teraz wskaźnik pozytywnych wyników wśród przeprowadzanych testów przekroczył 40 procent. W szpitalach zaczyna brakować wolnych łóżek i sprzętu. Personelu brakuje od dawna, bo wielu lekarzy i pielęgniarek też przechodzi COVID-19.

Beata Goczał w felietonie opublikowanym przez portal wirtualnemedia.pl zwraca uwagę, że – w przeciwieństwie do sytuacji, która miała miejsce wiosną tego roku – teraz, w drugiej fali pandemii rząd nie radzi sobie na żadnym polu. W efekcie mamy do czynienia z chaosem decyzyjnym, regulacyjnym oraz komunikacyjnym.

–  Każdy mówi co innego, zmienia zdanie, poszczególni komunikatorzy zdają się zaprzeczać sobie nawzajem, a zgniłą wisienką na politycznym torcie jest tu Jarosław Kaczyński, który zachowuje się jakby kompletnie z nikim nie konsultował swoich ruchów i działał w ramach jednoosobowej działalności partyjnej na dodatek z ograniczoną odpowiedzialnością – mówi w tekście o obecnym wizerunku rządzących Barbara Krysztofczyk, trener medialny i szefowa agencji szkoleniowej Krystal Point.

Piotr Czarnowski, prezes agencji First PR, jest zdania, że każda polska władza po 1990 roku prędzej lub później zapada na te same choroby.

Najpierw jest jeszcze trochę pokory i próba sprawnego działania. Później przychodzi łapczywość i arogancja a co za tym idzie lekceważenie i dezinformowanie ludzi. Kolejnym etapem jest wejście ludzi władzy we własny świat równoległy, który nie ma nic wspólnego z prawdziwym. To z kolei doprowadza do chaosu w każdej dziedzinie. Od momentu kiedy władza zda sobie sprawę z tego chaosu następuje etap represyjny: zakazów, nakazów, dekretów, kar, szukania winnych, zaś dezinformacja przekształca się w coraz brutalniejszą manipulację. Wygląda na to, że teraz właśnie jesteśmy w tym ostatnim etapie.

Tymczasem rządzący – ustami swojego premiera – przekonują, że listopad będzie najtrudniejszy. Tak jakby od grudnia wszystko w kwestii pandemii miało się odmienić. Bo rzekomo będzie dostępna szczepionka. Wiadomo tymczasem, że się nic nie odmieni. Wie o tym doskonale i premier, i wszyscy ci wysocy rangą urzędnicy, którzy w ostatnich dniach – jeden po drugim – rezygnowali z rządowych posad.

Rządzący – ustami swojego prezesa – przekonują również, że dramatyczny wzrost zakażeń to bezpośredni efekt ostatnich protestów przeciwko ostremu zaostrzeniu prawa aborcyjnego. A kto tych ludzi wyciągnął z domów w najgorszym możliwym momencie? Kto ich szczuł przeciwko sobie? Kto całymi miesiącami – gdy jeszcze można było podjąć skuteczne środki zaradcze, bo zachorowań było stosunkowo mało – zastanawiał się: zakazać wesel czy nie zakazać, wysłać dzieciaki na naukę zdalną czy nie wysłać?

W doskonałej analizie opublikowanej przez Onet Andrzej Stankiewicz przekonuje, że w starciu z koronawirusem państwo polskie po prostu skapitulowało. Wskazuje też wprost tych, którzy zawiedli.

Są takie momenty w historii, kiedy okazuje się, kto jest mężem stanu. Dziś jest właśnie moment Kaczyńskiego — a prezes nie zademonstrował prawdziwego przywództwa, tylko pogłębił podziały. Okazał się niewolnikiem własnej politycznej metody — konfliktu — której nie potrafił porzucić, mimo że kraj znalazł się w sytuacji niespotykanego dramatu. Zamknięty w swej willi na Żoliborzu, na udawanej kwarantannie — bo któż mógłby go posłać na formalną kwarantannę z zakazem opuszczania budynku, policją pod domem i aplikacją w smartfonie, którego nie ma — Kaczyński tak naprawdę abdykował. O tej abdykacji dobitnie świadczy groteskowe orędzie, które wygłosił, gdy wybuchły protesty. Zarzucił protestującym łamanie zasad epidemicznych, których sam wielokrotnie nie przestrzegał.

Zdaniem Andrzeja Stankiewicza, najbardziej jednak zawiódł prezydent Andrzej Duda.

Polityk, który wygrał wybory za cenę koronawirusowego odprężenia, kompletnie zniknął, gdy jesienią wirus uderzył ze zdwojoną siłą. (…) Polityczny moment na włączenie się w walkę z pandemią Duda miał idealny — zaczął drugą kadencję, a zatem nie będzie się już starać o reelekcję. Nie musi nikomu ulegać, może sobie pozwolić mówić i robić rzeczy niepopularne. Nie kiwnął palcem.

Jeszcze pod koniec września podczas wizyty w Watykanie Duda przekonywał: „Pandemia jest pod kontrolą w naszym kraju, podkreślam to od samego początku. Nie brakuje ani łóżek w szpitalach, ani respiratorów, jest odpowiedni zapas na to przygotowany. Nam się stosunkowo udało nad tą pandemią zapanować. Nie było ani jednej sytuacji jakiegoś dużego kryzysu, nigdy w Polsce nie brakło łóżka w szpitalu i nikomu nigdy nie brakło respiratora, a ludzie generalnie przechodzą koronawirusa stosunkowo łagodnie. Jest wzrost zachorowań, ale cały czas panujemy nad tą pandemią, nie ma dzisiaj żadnego zagrożenia wybuchem, jest wzrost, który był przewidywany i prawdopodobnie możemy się spodziewać, że do połowy października mogą być jeszcze wzrosty, tak mnie informowano, a spodziewamy się od połowy października wypłaszczenia”.

Dodaj komentarz