Wyśmiewana przed laty fryzura niespodziewanie wraca do łask
U nas to uczesanie nazywano „na czeskiego piłkarza”, a to dlatego, że długie, gęste loki wijące się na karkach swego czasu uwielbiali nosić niektórzy sportowcy u naszego południowego sąsiada. W Stanach natomiast ta fryzura to po prostu mullet. Ileż powstało na jej temat żartów, memów i filmików…
Krótki przód połączony z długim tyłem to dzisiaj rzadkość, ale są tacy, którzy absolutnie nie wyobrażają sobie innego uczesania i pieczołowicie pielęgnują włosy fantazyjnie opadające na kark oraz ramiona. Od jakiegoś czasu do grona wielbicieli mulletów powoli, ale systematycznie dołączają nowi fani tego uczesania, co – powiedzmy sobie wprost – wcale nie jest takie łatwe. Najpierw trzeba przecież te długie loki z tyłu zapuścić, a to może trochę potrwać, na dodatek w tak zwanym międzyczasie trzeba też przywyknąć do coraz bardziej złośliwych docinków ze strony najbliższych. Krótko mówiąc, mullet wymaga anielskiej cierpliwości, poświęcenia oraz troski, ale gdy zostanie w końcu zapuszczony, szybko staje się prawdziwą dumą swego właściciela.
Mullet to dziś fryzura wręcz kultowa – do tego stopnia, że ma nawet swoją firmową imprezę. To słynny MulletFest organizowany od kilku lat w Australii.












