Marzenia o bliskości

Spóźniony tekst na Dzień Ojca

Przed laty ukazała się książka Wojciecha Eichelbergera zatytułowana Zdradzony przez ojca. Autor postawił w niej dość ryzykowną tezę, którą można sprowadzić do jednego, krótkiego stwierdzenia: męski homoseksualizm jest wołaniem o prawdziwego ojca. Ale czy rzeczywiście? Czytałem kiedyś tę książkę i przyznaję, że z wieloma zawartymi w niej poglądami raczej się nie zgadzam.

Szczególnie dobrze zapamiętałem poruszony w tej publikacji wątek dotyczący potrzeby bliskości z opiekuńczym mężczyzną. Zdaniem Eichelbergera, kluczem do zrozumienia tej potrzeby jest uświadomienie sobie, że jako synowie pragniemy bliskości z własnym ojcem. Jeśli z takich czy innych powodów pragnienie to nie zostanie zaspokojone, będziemy przez resztę życia szukali owej bliskości u swoich kolejnych partnerów.

Wyruszamy w świat niedojrzali i spragnieni takiego kontaktu z mężczyzną, który zawierałby w sobie choć odrobinę zachwytu, dawał poczucie, że jest się dla niego ważnym, upragnionym. Potrzebujemy mężczyzny, do którego moglibyśmy się spokojnie przytulić, w chwilach lęku czy niepokoju nawet spać w jego łóżku.

Jako ojcowie robimy wielki błąd, odmawiając synom kontaktu fizycznego. Często postępujemy tak ze strachu przed własnym podejrzeniem o nasz nieświadomy homoseksualizm. Bierze się ono z niezaspokojonego pragnienia bliskości z naszym ojcem. Im większe jest to pragnienie, tym bardziej nas niepokoi i tym dalej odsuwamy syna. Nie rozumiemy, czego od nas chce. Nikt nam nie powiedział, że to naturalne i zdrowe, chcieć przytulić się do ojca.

Sytuacją, w której ta potrzeba bezpiecznie się ujawnia, bywa wspólne picie z mężczyznami. Wtedy wreszcie możemy się obcałować i naprzytulać z jakimś kumplem czy przygodnym kompanem od kieliszka. Ale nasi synowie nigdy nie znajdą do nas drogi. Mogą tylko skrycie marzyć o bezpiecznej bliskości z opiekuńczym mężczyzną.

Dominująca matka, uległy i wycofany ojciec – albo odwrotnie: matka podporządkowana i nieszczęśliwa, a ojciec odrzucający. Rezultat w największym skrócie jest zawsze ten sam: syn gej. Mój Boże, gdyby to było takie proste… Eichelberger oczywiście zastrzega, że nie wszystko, co dotyczy męskiego homoseksualizmu, da się w ten sposób wytłumaczyć. Wydaje mi się jednak, że to o wiele za mało powiedziane. Z całą pewnością ten często przywoływany układ typu autorytarna matka i nieobecny ojciec (albo matka wycofana, ojciec surowy) pozostawia negatywny ślad w psychice i samoocenie młodego człowieka, ale żeby od razu przyczyniał się do rozwoju skłonności homoseksualnych? Nie wydaje mi się, a w każdym razie na pewno nie jest to regułą. Znam wiele patologicznych rodzin, w których ojca brakowało latami i żaden z synów nie ujawnił się jako gej albo z trzech czy czterech braci tylko jeden okazał się homo. Czemu tylko on, a pozostali już nie? Znam też i takie domy, w których matka i ojciec byli w równym stopniu chłodni, surowi oraz pozbawieni zainteresowania potomstwem, o bliskości czy miłości nawet nie wspominając. Czasem syn albo synowie takich rodziców wykazywali skłonności homoseksualne, a czasem nie.

Niech za puentę posłuży historia, którą kilka lat temu opisała Replika. To opowieść o Adamie, którego wszyscy trzej synowie – 22-letni Alan oraz 18-letni bliźniacy Adrian i Krystian – okazali się gejami. Z tekstu można wywnioskować, że Adam wcale nie był ojcem nieobecnym, uległym czy odrzucającym synów. Ba, chyba nawet okazywał im w jakiś sposób ojcowską miłość i troskę. Wydaje się też, że żaden z tych trzech chłopaków nie musiał „wołać o prawdziwego ojca”. A co z tego wynikło?

Zauważyłem, że Alan ciągle przebywał z tym samym kolegą. (…) W końcu się zebrałem i porozmawiałem z nim. Serce biło mi strasznie, nie chciałem go spłoszyć. (…) Zapytałem, czy jest odmiennej orientacji. Powiedział, że tak. Starałem się opanować, ale nie było łatwo. To wstyd, ale myślałem: „No, jakoś to będzie – mam jeszcze dwóch synów. Zamiast 3:0 dla hetero, jest 2:1 dla hetero”.

O Krystianie dowiedziałem się od ich mamy, bo przed nią się ujawnił. (…) Zabrałem go do restauracji, rozmawialiśmy. (…) Całkiem niedawno dotarła do mnie informacja, że Adrian na Facebooku zrobił coming out. Jak to, a więc wszyscy trzej? Pytałem znajomego lekarza, psychologa. Mówił: „Co mam ci powiedzieć, stary, czasem po prostu tak jest”.

Dodaj komentarz