Pod koniec tygodnia może być od 25 do 45 tysięcy nowych zakażeń dziennie
Według informacji Dziennika Gazety Prawnej, rząd może wprowadzić pełny lockdown, jeżeli do najbliższego piątku nie będzie widoczny spadek przyrostu nowych przypadków koronawirusa. A pełny lockdown to na przykład zakaz poruszania się z wyjątkiem dojazdów do pracy lub przejście całej oświaty na zdalne nauczanie. Sprawa jest o tyle pilna, że w najbliższy weekend wypada 1 listopada i politycy boją się, że na cmentarze ruszą tłumy ludzi, co mogłoby mieć tragiczne skutki. Natomiast specjaliści coraz głośniej mówią, że rządzący całkowicie zmarnowali ostatnie miesiące na jałowych dyskusjach, zaś ostatnio wprowadzone obostrzenia należało ogłosić o wiele wcześniej.
– Decyzje o [lockdownie] będą zapadały na podstawie trendu, ale także obserwacji tego, co się dzieje w innych krajach. W zeszłym tygodniu dzienny wzrost przypadków wahał się między 10 a 20 proc. Jeśli nie uda się go zmniejszyć, to pod koniec tego tygodnia możemy mieć między 25 a blisko 45 tys. nowych przypadków zachorowań dziennie. Nie liczymy na zmniejszenie liczby zachorowań, chodzi o wolniejszy przyrost – podkreśla osoba z rządu, z którą rozmawiali dziennikarze DGP.
Tymczasem w Dzienniku Ustaw zostało już opublikowane rozporządzenie ze spisem nakazów i zakazów, które obowiązują od soboty. Również Dziennik Gazeta Prawna zwraca uwagę, że premier okłamał seniorów w czasie piątkowej konferencji prasowej. Okazuje się, że osoby po 70. roku życia wcale nie są „proszone” o pozostanie w domach, lecz – poza kilkoma wyjątkami – mają po prostu nakaz siedzenia w czterech ścianach. Tak wynika z treści opublikowanego dokumentu. Prawnicy od dawna jednak powtarzają, że rząd nie może wprowadzać tak daleko idących regulacji w drodze rozporządzeń – zakaz przemieszczania się, poza określonymi przypadkami, powinien być uregulowany na poziomie ustawy.
W poniedziałek poinformowano o nieco ponad 10 tysiącach nowych zakażeń koronawirusem. To co prawda mniej niż w poprzednich dniach, ale też ostatniej doby wykonano o wiele mniej testów niż zwykle, bo zaledwie 50,4 tysiąca.