Głośny proces w sprawie zabójstwa ruszy na nowo
Poznańska prokuratura za wszelką cenę próbowała obalić wyrok uniewinniający Adama Z. od zarzutu zabójstwa Ewy Tylman i w końcu dopięła swego. Argumentami, które według śledczych mają świadczyć na niekorzyść chłopaka, są skutki działania adrenaliny oraz jego bardzo długie nogi. O dziwo, Sąd Apelacyjny w Poznaniu przyznał prokuraturze rację i uchylił wyrok sądu niższej instancji. Oznacza to, że sprawa Ewy Tylman z oskarżonym Adamem Z. w roli głównej ponownie trafi na wokandę.
Okoliczności śmierci Ewy Tylman swego czasu elektryzowały pół Polski. Dziewczyna zaginęła w Poznaniu w nocy z 22 na 23 listopada 2015 roku. Siedem miesięcy później z Warty wyłowiono jej ciało. Śledczy od samego początku podejrzewali o zabójstwo jej kolegę z pracy Adama Z., który feralnej nocy wracał z nią do domu po zakrapianej alkoholem firmowej imprezie i jako ostatni widział ją żywą. Kamery miejskiego monitoringu zarejestrowały ich sylwetki niedaleko poznańskiego mostu Rocha. Prowadzący śledztwo przyjęli, że Adam Z. zepchnął dziewczynę ze skarpy, po czym nieprzytomną wrzucił go rzeki. Po co miałby to zrobić? Śledczy nie potrafili wskazać motywu.
W czasie procesu sądowego szybko okazało się, że dowody zgromadzone przez prokuraturę przeciwko Adamowi Z. są raczej słabe. Już na trzeciej rozprawie sąd zwrócił uwagę, iż jest możliwość przypisania chłopakowi zarzutów o wiele łagodniejszych, a konkretniej – zmiany kwalifikacji zarzucanego mu czynu z tak zwanego zabójstwa z zamiarem ewentualnym na nieudzielenie pomocy, za co grozi nie ćwierć wieku, ale do trzech lat więzienia. To ewenement, bo zwykle o czymś takim sąd informuje dopiero na końcu procesu. Kilka dni później przewodnicząca składu sędziowskiego podjęła decyzję o zwolnieniu Adama z aresztu, w którym spędził piętnaście miesięcy, uznano bowiem, że nie ma obawy matactwa.
Adam Z. nie przyznał się w czasie procesu do winy, odmówił składania wyjaśnień i odpowiadał wyłącznie na pytania zadawane mu przez obrońcę. Nie podtrzymał też swoich wcześniejszych wyjaśnień – mówił, że do ich złożenia zmuszali go policjanci, którzy zresztą nagminnie wyśmiewali się z tego, że jest gejem. Ostatecznie w kwietniu ubiegłego roku poznański Sąd Okręgowy chłopaka uniewinnił. W uzasadnieniu wyroku wskazano, że zgromadzone przez prokuraturę dowody nie pozwalają na przyjęcie, że Adam Z. zabił dziewczynę lub w jakikolwiek sposób przyczynił się do jej śmierci.
Adam Z. nie miał czasu ani sposobności, by w czasie 5 minut i 8 sekund dokonać zabójstwa Ewy Tylman w sposób opisany w akcie oskarżenia.
No i rozpętała się burza. Prokuratura natychmiast wydała swoje oświadczenie.
Zdaniem Prokuratury Okręgowej w Poznaniu zebrany materiał dowodowy w pełni potwierdza wszystkie tezy aktu oskarżenia. Również okoliczności zdarzenia uzasadniają przyjętą w sprawie kwalifikację prawną czynu zarzucanego oskarżonemu, czyli zabójstwa z zamiarem ewentualnym.
Śledczy zapowiedzieli też złożenie apelacji. W efekcie sprawa trafiła do Sądu Apelacyjnego w Poznaniu, który miał zdecydować, czy utrzymać w mocy wyrok uniewinniający Adama Z., czy skierować proces do powtórki.
Tuż przed ogłoszeniem decyzji Sądu Apelacyjnego reporterzy Gazety Wyborczej dotarli do treści apelacji i opublikowali jej fragmenty. Jak się okazało, śledczy postanowili skupić się między innymi na dwóch aspektach sprawy. Pierwszy z nich dotyczy sposobu działania adrenaliny.
Jest wydzielana do krwi natychmiastowo, w odpowiedzi na nagły bodziec stresowy, silne emocje, istniejące zagrożenie. Pod jej wpływem zwiększa się wentylacja płuc, a także przepływ krwi przez mięśnie. Niemożliwe staje się wówczas możliwym. Człowiek potrafi „czynić cuda, podnosić samochody, biegać kilometry”.
Prokuratura wskazała też w apelacji na fakt, iż Adam Z. jest wysoki, chudy i ma bardzo długie nogi, co ma niby skutkować jego „wydłużonym krokiem”, jak najbardziej dającym mu możliwość zrobienia tego, o co się go oskarża.
Co ciekawe, Sąd Apelacyjny podzielił wątpliwości śledczych i uznał, że w czasie procesu popełniono wiele błędów, między innymi proceduralnych i dotyczących oceny zgromadzonych dowodów. Przewodniczący składu sędziowskiego powiedział nawet w uzasadnieniu, że sąd pierwszej instancji „wydał niewłaściwy wyrok”. Proces będzie zatem toczył się od nowa.