Śladami Hiacynta

Jaka była gejowska Warszawa lat osiemdziesiątych?

Pikiety w parkach, Dworzec Centralny wraz z Broadwayem, słynny, nieistniejący już „grzybek” na placu Trzech Krzyży, ale także knajpy Alhambra, Antyczna, Ambasador czy Lajkonik. To w tych warszawskich miejscach przed laty najczęściej spotykali się geje. Na wirtualny spacer szlakiem tych miejsc zaprasza Gazeta Stołeczna w ramach podcastu Warszawa nadaje.

Dostępny od niedawna na Netfliksie film Hiacynt przypomniał o ponurej operacji zorganizowanej przez PRL-owską władzę przeciwko osobom homoseksualnym. Przy okazji wzbudził też na nowo zainteresowanie realiami życia gejów w latach osiemdziesiątych. A nie były to łatwe czasy, o czym dzisiaj mało kto już pamięta.

Autor odcinka podcastu poświęconego miejscom spotkań gejów, dziennikarz Stołecznej Wojtek Karpieszuk zaprosił w charakterze przewodnika Remigiusza Ryzińskiego, którego książka Hiacynt niebawem ukaże się w księgarniach. O samej akcji opowiada w studiu Krzysztof Tomasik, biografista i działacz LGBT. Gościnny felieton o tym, że akcja Hiacynt nie jest czysto polskim wynalazkiem, odczyta Mike Urbaniak. Podcastu można słuchać na stronie Gazety Wyborczej.

Hiacynt był masową akcją Milicji Obywatelskiej przeprowadzoną w PRL w latach 1985-1987. Oficjalnie niby chodziło o przeciwdziałanie rozwojowi epidemii AIDS na terenie Polski, kontrolę „wysoce kryminogennego” środowiska, walkę z prostytucją wśród tak zwanych żulów oraz ochronę samych homoseksualistów. Według historyków, prawdopodobnym powodem mogło być jednak zbieranie kompromitujących materiałów potrzebnych do szantażowania osób nakłanianych później na przykład do współpracy z SB. Domniemywa się również, że akcja mogła sprzyjać gromadzeniu informacji o opozycji antykomunistycznej, w tym o działaczach Solidarności.

Działania rozpoczęły się 15 listopada 1985 – ponoć na rozkaz ówczesnego ministra spraw wewnętrznych generała Czesława Kiszczaka, chociaż z podcastu dowiadujemy się, że nie ma na to żadnych dowodów w postaci archiwalnych dokumentów. Rano w szkołach, uczelniach, zakładach pracy, dworcach i melinach na terenie całej Polski pojawili się funkcjonariusze MO, którzy zatrzymywali lub aresztowali osoby podejrzane o homoseksualizm albo kontakty ze środowiskiem osób homoseksualnych. Łapanki urządzano też w miejscach spotkań osób homoseksualnych. Aresztowanym zakładano teczki o nazwie Karta homoseksualisty, zdejmowano odciski palców, a niektórych nakłaniano do podpisywania oświadczeń o treści: „Niniejszym oświadczam, że ja [imię i nazwisko] jestem homoseksualistą od urodzenia. Miałem w życiu wielu partnerów, wszystkich pełnoletnich. Nie jestem zainteresowany osobami nieletnimi”.

Poza założeniem Karty homoseksualisty i zebraniem odcisków palców zatrzymani byli zmuszani szantażem do donosów na innych homoseksualnych mężczyzn, a także do opisu uprawianych technik stosunków seksualnych.

Akcja prowadzona była do roku 1987, choć kartoteki Hiacynta uzupełniano jeszcze co najmniej do roku 1988. W wyniku działań MO zgromadzono około 11 tysięcy akt osobowych, tak zwanych różowych teczek. Nie wiadomo, co się z nimi stało, gdzie są przechowywane i czy w ogóle dotrwały do naszych czasów.

Dodaj komentarz