Czekając na przełom

Kiedy uda się zahamować pandemię koronawirusa?

Nasza ogólnokrajowa kwarantanna raczej nie zakończy się za półtora tygodnia. Codziennie przybywa zarażonych osób – czwartek był pod tym względem rekordowy. Jeśli w najbliższym tygodniu ten trend się nie odwróci, musimy się liczyć nie tylko z utrzymaniem obecnych ograniczeń w życiu, ale być może nawet z wprowadzeniem jeszcze ostrzejszych zakazów. Są kraje, które już nas pod tym względem wyprzedziły. Przestają powoli dziwić bezwzględne nakazy pozostawania w domu czy godziny policyjne.

Po Polsce, Czechach i Słowacji niemal wszystkie pozostałe kraje europejskie wprowadziły mniejsze czy większe ograniczenia w życiu mieszkańców. Nawet niemrawa Unia Europejska decyzją przywódców państw członkowskich zamknęła w końcu zewnętrzne granice, by zapobiec przypadkom przywlekania koronawirusa spoza kontynentu, choć jeszcze niedawno szefowa Komisji Europejskiej była gotowa się zgodzić wyłącznie na graniczne kontrole sanitarne. Może zmieniła zdanie pod wpływem osobistych doświadczeń – Ursula von der Leyen też będzie musiała przejść test na obecność SARS-CoV-2, bo okazało się, że miała kontakt z zarażonym głównym negocjatorem UE do spraw brexitu.

Pisałem kilka dni temu o tym, jak bardzo Unia Europejska zawiodła w chwili, gdy była najbardziej potrzebna, przez co poszczególne państwa członkowskie pozostały same w walce z koronawirusem. Nie ja jeden tak uważam. Interesujące wypowiedzi w tym względzie pojawiły się między innymi w prasie niemieckiej, czyli w ostatnim kraju, po którym można byłoby się spodziewać się krytyki wymierzonej w UE. Strona forsal.pl przytacza niektóre z tych opinii, w tym komentarz publicysty największego i najbardziej wpływowego niemieckiego tygodnika Der Spiegel.

Włosi na pewno nie zapomną, że samolot z personelem i materiałami medycznymi przyleciał do nich z Chin, a nie z Frankfurtu, Paryża czy Brukseli. Ile pochwalnych przemówień wygłoszono o tym wielkim projekcie? Jak często Europa była przedstawiana jako recepta przeciwko nacjonalizmowi, irracjonalności i antyliberalnym tendencjom? Ale kiedy zrobiło się poważnie, Włochy i Hiszpania zostały same.

Komentarz ten nabiera szczególnego znaczenia w kontekście ostatnich doniesień z Włoch. Dwa dni temu śmiertelność osiągnęła tam rekordowy poziom. Teraz każdej doby we Włoszech umiera na COVID-19 prawie po pół tysiąca osób. Łączna liczba zmarłych w czwartek wzrosła do 3405 i tym samym przewyższyła liczbę ofiar koronawirusa w Chinach. W przewożeniu trumien pomaga wojsko, a pogrzeby odbywają się w niektórych włoskich miejscowościach co pół godziny, często – ze względów bezpieczeństwa – bez udziału rodziny. Tak jest na przykład w Bergamo, jednym z miast najbardziej dotkniętych pandemią. Pisze o tym portal interia.pl.

Rodziny zmarłych dzwonią do mnie, ja kładę telefon przy ciałach ich bliskich i modlimy się razem – o takiej modlitwie opowiedział włoski zakonnik ojciec Aquilino Apassiti. Przebywa on w kaplicy miejscowego szpitala. W wywiadzie opisał zdarzenie sprzed kilku dni: – Kobieta, która nie mogła pożegnać swego zmarłego męża, poprosiła mnie o specjalny gest. Pobłogosławiłem ciało jej męża, odmówiłem modlitwę, a potem razem płakaliśmy przez telefon. To jest przeżywanie podwójnego bólu. To moment wielkiej próby – podkreślił włoski duchowny.

Tymczasem u nas pojawia się w przestrzeni publicznej coraz więcej głosów oswajających ludzi z tym, że nasza narodowa kwarantanna nie zakończy się za półtora tygodnia. Przerwa w działaniu szkół prawdopodobnie zostanie przedłużona, podobnie będzie pewnie z zakazem zgromadzeń, a także z zamknięciem barów, kin, teatrów i innych miejsc rozrywki. O odstąpieniu od kontroli na granicach nie ma na razie nawet mowy – dla obcokrajowców pozostaną one zamknięte jeszcze długo. Zwłaszcza, że nie wszystkie państwa poważnie traktują zagrożenie związane z koronawirusem, czego najlepszym przykładem Szwecja, która wbrew apelom publicystów i zwykłych obywateli nie wprowadziła praktycznie żadnych kroków mogących ograniczyć rozprzestrzenianie się nowego patogenu.

Z drugiej strony trzeba jednak przyznać, że są państwa, które zdecydowały się na ograniczenia daleko ostrzejsze niż u nas. Przykładowo Ukraina przed kilkoma dniami wprowadziła zakaz zgromadzeń publicznych powyżej 10 osób – to limit pięciokrotnie niższy niż u nas. Izrael z kolei planuje wykorzystać funkcję lokalizacji w telefonach komórkowych przy namierzaniu obywateli, którzy mieli styczność z zainfekowanymi osobami. Nie pierwszy raz władze jakiegoś państwa decydują się na poświęcenie prywatności obywateli na rzecz bezpieczeństwa narodowego, ale chyba pierwszy raz dzieje się to tak jawnie. Izrael, nawiasem mówiąc, przechodzi w walce z pandemią sam siebie. Ponoć Mosad w wyniku tajnej operacji sprowadził do kraju 100 tysięcy testów na obecność wirusa SARS-CoV-2, a kolejne 4 miliony testów mają być sprowadzone z państw, które z Izraelem nie utrzymują kontaktów dyplomatycznych. Operacja wywiadu polegała na tym, że kraje te nie wiedziały, iż sprzedają testy Izraelowi. Dziś wieczorem premier Benjamin Netanjahu ogłosił też, że obywatele Izraela mają obowiązkowo pozostawać w domach. – To nie jest już prośba, to obowiązkowa dyrektywa – mówił w telewizyjnym przemówieniu. Za niepodporządkowanie się temu nakazowi grozić ma areszt. Jeszcze innym rozwiązaniem jest godzina policyjna, która ma zatrzymać ludzi w domach i powstrzymać rozprzestrzenianie się wirusa. Wprowadzają ją Paragwaj, Honduras, Ekwador, Libia, Tunezja, a także stolice Iraku i Filipin.

Nie zdziwiłbym się, gdyby i w naszym kraju zostały wprowadzone ostrzejsze ograniczenia w życiu mieszkańców. Sytuacja jest coraz bardziej poważna i świadczą o tym choćby liczby. W czwartek odnotowano aż 70 nowych przypadków zainfekowania wirusem – to największy dobowy wzrost od początku pandemii. Mamy obecnie 355 zakażonych osób. Pięć z nich zmarło. A to przecież nie koniec. – Szczyt zachorowań dopiero przed nami – powiedział dziś polski premier w wywiadzie dla amerykańskiej stacji CNN.

Ciekawą analizę dotyczącą rządowych scenariuszy walki z koronawirusem opublikowała Gazeta Prawna. Według jednej z osób z rządu, z którą rozmawiali dziennikarze, kluczowe jest zmniejszenie tempa rozprzestrzeniania się wirusa. Prawdopodobnie na początku przyszłego tygodnia będzie wiadomo, czy wdrożone do tej pory ograniczenia w życiu obywateli zadziałały i czy uda się nam powstrzymać SARS-CoV-2. Rozmówca Gazety Prawnej wyraźnie podkreśla, że efekty w walce z pandemią daje tylko „zwiększenie dystansu społecznego”.

W momencie podejmowania decyzji o „zamykaniu państwa” przypadków zachorowań w naszym kraju było mniej niż w tych, z którymi się porównujemy. Na przykład Japonia wprowadziła zakaz zajęć w szkołach po koniec lutego, gdy miała już ponad 800 przypadków choroby. Czesi zamknęli granice, gdy mieli 120 przypadków choroby, niemal dwa raz więcej niż Polska.

Czy uda się odwrócić trend i zahamować rozprzestrzenianie się koronawirusa? Niedługo powinniśmy wiedzieć na ten temat coś więcej.

Dodaj komentarz