Stan zagrożenia

Walczą z koronawirusem, nic innego się nie liczy

Dwa dni po tym, jak Światowa Organizacja Zdrowia ogłosiła pandemię wirusa SARS-CoV-2, polskie władze wprowadziły kolejne ograniczenia. Zagrożenie jest tak ogromne, że zdecydowano o zamknięciu granic państwa, by zapobiec przywlekaniu koronawirusa z innych krajów i kontynentów. Straż graniczna zacznie działać za kilkanaście godzin, w nocy z soboty na niedzielę.

Od rana w Polsce nie działają wszystkie restauracje, bary, kawiarnie, puby, kluby, kasyna, dyskoteki i inne miejsca rozrywki. Również od dziś w galeriach handlowych mogą być otwarte tylko sklepy spożywcze, drogerie, apteki i pralnie. Wprowadzono zakaz zgromadzeń publicznych, państwowych i religijnych powyżej pięćdziesięciu osób. Dzisiaj w nocy zostanie wstrzymany cały międzynarodowy, pasażerski ruch lotniczy i kolejowy, a na wszystkich granicach zostaną przywrócone ścisłe kontrole. Do Polski nie będą wpuszczani obcokrajowcy. Rodacy wracający z zagranicznych wyjazdów, a jest sporo całkowicie bezmyślnych ludzi, którzy beztrosko jeżdżą sobie teraz na wycieczki, będą od razu po przekroczeniu granicy kierowani obowiązkowo na czternastodniową kwarantannę. Wcześniej zamknięto w całym kraju żłobki, przedszkola, szkoły, uczelnie, kina, teatry, muzea, filharmonie i inne placówki kultury. No i teraz zasadnicze pytanie: czy młodsze pokolenia, które raczej nie znają żadnych ograniczeń, będą w stanie dostosować się do obowiązujących zakazów? Czy zrozumieją, że koronawirusem można bardzo łatwo się zarazić, a choroba przez niego powodowana jest nieuleczalna i może być śmiertelna?

Według Światowej Organizacji Zdrowia to Europa jest obecnie największym ogniskiem wirusa SARS-CoV-2. Najgorzej jest we Włoszech – to praktycznie strefa śmierci. Codziennie umierają tam na COVID-19 setki ludzi, tylko wczoraj zmarło 250 osób. W zasadzie cały kraj został poddany kwarantannie, zamknięto wszystko, co się dało, włącznie z kościołami. Eksperci mówią jednak, że władze Włoch zareagowały za późno. Obowiązujące teraz obostrzenia powinny być tam wprowadzone o wiele wcześniej, stąd tak ogromna śmiertelność. We Francji i Wielkiej Brytanii – wiem to nie tylko z relacji prasowych, ale również z bezpośrednich przekazów od ludzi stamtąd – życie płynie zupełnie normalnie. Ludzie chodzą sobie na mecze, koncerty, przesiadują w kawiarniach i restauracjach. Według epidemiologów, za kilka tygodni oba te państwa podzielą los Włoch. Premier Boris Johnson stwierdził zresztą wprost, że jeszcze wiele brytyjskich rodzin przedwcześnie straci bliskich. Tamtejszy resort zdrowia przewiduje, że zakażeniu może ulec 80 procent ludności Wielkiej Brytanii, a mimo to nie zdecydowano się na wprowadzenie żadnych ograniczeń w życiu mieszkańców. Na razie z właściwą dla Brytyjczyków flegmą rozważa się jedynie zakaz organizowania imprez masowych – może od przyszłego weekendu, ale to nic pewnego.

To samo jest w Szwecji: tamtejsze władze nie robią niczego, by uniknąć włoskiego scenariusza, a ten jest coraz bardziej prawdopodobny. Jeszcze w ubiegłą sobotę beztrosko pozwolono na zorganizowanie w Sztokholmie finału muzycznych eliminacji do konkursu Eurowizji z 28 tysiącami osób na widowni, przy czym przed właściwą imprezą odbyły się dwie próby z pełną publicznością. – Zamknijcie Szwecję, aby ratować kraj – zaapelował w dramatycznym komentarzu szef największego szwedzkiego dziennika Dagens Nyheter. W Szwecji jest 867 zainfekowanych. Lekarze robią testy już tylko osobom z grup ryzyka – władze argumentują, że na więcej takich procedur nie ma pieniędzy. Chorzy mają zostawać w domach i izolować się od innych.

U nas dotąd odnotowano 81 przypadków zakażeń, dwie osoby zmarły, ale biorąc pod uwagę dynamikę rozprzestrzeniania się wirusa w innych krajach mówi się, że do końca przyszłego tygodnia liczba zainfekowanych może sięgnąć w naszym kraju nawet tysiąca. I raczej na tym się nie skończy.

Poza Polską swoje granice w ostatnich dniach zamknęły też Czechy, Słowacja i Dania. Prawdopodobnie wkrótce zrobią to samo inne państwa. I tak oto na naszych oczach rozpada się na kawałki strefa Schengen, bo bardzo wątpię w to, by szybko przywrócono normalny ruch graniczny bez celników, kontroli dokumentów i sprawdzania temperatury ciała każdej osobie. Mogą minąć miesiące, zanim uporamy się z pandemią. Na koniec jeszcze jedna gorzka refleksja, która nasunęła mi się w ostatnich dniach: gdzie pośród tego wszystkiego są władze Unii Europejskiej? Dlaczego nagle wszyscy w instytucjach europejskich zniknęli? To paradoks, że duże zapasy maseczek jednorazowych i sprzętu medycznego skierowały do Włoch dalekie Chiny, a nie najbliżsi sojusznicy. Odnoszę wrażenie – i chyba nie jestem w tym odosobniony – że poszczególne państwa członkowskie zostały pozostawione same ze swoimi problemami. Każdy kraj osobno, we własnym zakresie, walczy z zagrożeniem, każdy tak naprawdę może liczyć tylko na siebie. Unia Europejska wydaje się być teraz jedynie papierowym, pozbawionym znaczenia sojuszem.

Postscriptum

Powyższy tekst został opublikowany o godzinie 9.37. Tego samego dnia wieczorem życie dopisało do niego epilog. Litwa ogłosiła zamknięcie w nocy z niedzieli na poniedziałek granic państwa dla obcokrajowców. Litwini wprowadzili też mnóstwo innych ograniczeń, praktycznie skopiowali wszystkie rozwiązania wprowadzone w ostatnich dniach przez polskie władze. Premier Francji zapowiedział w telewizji zamknięcie wszystkich restauracji, barów, kin, dyskotek i innych miejsc użyteczności publicznej – dekret wchodzi w życie już tej nocy. Hiszpanie wprowadzają od niedzieli, tak jak Polska dzień wcześniej, stan zagrożenia epidemicznego. Wszyscy mieszkańcy są zobowiązani do pozostania w domach, nie licząc wyjść do pracy czy po najpotrzebniejsze zakupy. Nieuzasadnione wychodzenie z domu będzie karane. Premier Hiszpanii w telewizyjnym przemówieniu poinformował też o zamknięciu szkół, uczelni, barów, kawiarni i restauracji, a także wszystkich sklepów, które nie oferują artykułów pierwszej potrzeby.

W Polsce liczba zakażeń wzrosła do 103, a ofiar śmiertelnych – do trzech. 13 osób udało się wyleczyć.

Tymczasem szefowa Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen skrytykowała w sobotę te państwa członkowskie, które we własnym zakresie zamknęły granice w związku pandemią. Wcześniej krytykowała USA za wprowadzenie „bez uzgodnienia” zakazu przyjazdów do Stanów dla mieszkańców strefy Schengen. Decyzje kolejnych rządów o zamykaniu granic pokazują jednak jasno, jak niewiele dziś znaczy Komisja Europejska i jak dalece nie liczą się dla przywódców krajów członkowskich opinie unijnych oficjeli.

Dodaj komentarz